www.dk-kroczyce.pl | kontakt@dk-kroczyce.pl | tel./fax: 34 3410207 | Batalionów Chłopskich 11, Kroczyce
Kalendarz imprez
04Lut
Spotkanie młodzieży: Wyraź siebie przez teatr!
» czytaj więcej
31Sty
Kulig 2020
» czytaj więcej
23Sty
Ferie 2020
» czytaj więcej
06Sty
Koncert Noworoczny 2020
» czytaj więcej
17Lis
Koncert Niepodległościowy 2019
» czytaj więcej
Zobacz wszystkie imprezy
Partnerzy
Odwiedzin
Aktualności
Ferie 2020
data dodania: 13 stycznia 2020

Serdecznie zapraszamy na Ferie do DK:

– 15 stycznia odbędą się otwarte zajęcia ruchowe, od godziny 17 grupa dzieci, od 18 – seniorzy, od 19 dorośli.

– 23 stycznia zapraszamy na warsztaty mydlarskie

 

Koncert Noworoczny 2020 w Kroczycach – podziękowania
data dodania: 9 stycznia 2020

W dniu 6 stycznia 2020r. odbył się Koncert Noworoczny w Kroczycach. Piękna impreza, która przyciąga widzów nie tylko z Kroczyc. Na sukces tej imprezy pracowało wiele, wiele osób. Wójt od początku mojej działalności wspiera Koncerty Noworoczne (i nie tylko) za co jestem bardzo zobowiązany. Pracownicy Domu Kultury (Joanna, Kuba, Magdalena), Pracownicy Urzędu Gminy, którzy pomagali przy organizacji widowni. Pracownicy Szkoły Podstawowej: Pani Dyrektor Lidia, nauczyciele, dzieci i młodzież, panie, które dbają o czystość szkoły pod wodzą pani Uli. Pracownicy techniczni: Czesław, Grzegorz, Szymon,Maciej, Łukasz. Wykonali ciężką pracę fizyczną za co barrrdzo im dziękuję. Nasi przyjaciele – Adam Trzepizur, bez pomocy którego uschnęlibyśmy bez wody na wiór. Kolejny przyjaciel naszego DK to Grzegorz Piłka – dyrektor Domu Kultury w Łazach, który od lat wspiera nas podestami. Miejski Ośrodek Kultury Centrum im. Adama Mickiewicza w Zawierciu też nas wspiera od lat podestami i pulpitami. Szkoła Podstawowa nr 2 w Zawierciu pożyczyła nam niebieskie wdzianka dla Chóru Cecyliańskiego. Dzięki temu numer z „Zakonnicy w przebraniu” wyglądał jeszcze efektowniej. Firma Sengam za każdym razem użycza nam samochód do przewozu elementów sceny.  Pracownia Florystyczna Bez Ogródek odpowiedzialna za kwiaty i elementy dekoracji. Sebastian Płóciennik, który montował scenografię. Specjalne podziękowania dla grafików. Wszelkie animacje i mappingi zrobili dla nas Maciej Czapla i Mateusz Frycz. Piekarnia Skała, która „osłodziła” naszych wspaniałych wykonawców. Zajazd Magda. To są wszystko nasi PRZYJACIELE.

Sukces artystyczny to zasługa solistów, zespołów i ich instruktorów. Goście specjalni byli pod wrażeniem ogromu imprezy i naszych artystów. Zwróćmy uwagę, że oprócz naszych gości, wystąpili artyści związani z naszą Gminą. Ziemia Kroczycka – opiekunowie, Panie Basia Czajkowska i Kasia Miklas, Chór Cecyliański z Celiną Miłosz na czele. Orkiestra Dęta pod dyr. Tomasza Zawadzkiego, Chór Capella Vartiensis, Jurajska Orkiestra Kameralna, Fatamorgana. Soliści: Julia, Wiktoria Szlachta, Amelia Kita, Gabriela Pantak ,Aleksandra Płóciennik, Olimpia Karbownik, Ania Zwolińska, Ewelina Bednarz, Emilia Pikos, Karina Sornik, Joanna Kubik, Karolina Mikoda, Karol Szatan, Bernard Stawarz, Kuba Lipczyński, Marcin Szlachta, Andrzej Kaim, Franek Moś, Michalina Nędza, Marysia Kula i Benia Stawarz. Nasi goście to Mariola Napieralska, artystka Teatru Buffo i Tomasz Janczak – tenor, i jednocześnie dyrektor Filharmonii w Jeleniej Górze. Oświetlał nas Jarek Janus a nagłaśniał Piotr Niewiadomski. Układy choreograficzne przygotowała Kasia Oruba. Całość prowadziła Anita Maszczyk. Wszystkim bardzo dziękuję i gratuluję cudownego występu. „Gdzie słyszysz śpiew tam chodź, tam dobre serca mają, źli ludzie wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają”.

Leopold Stawarz

 

 

Podziękowania Koncert Noworoczny 2020
data dodania: 7 stycznia 2020

Wczoraj odbył się Koncert Noworoczny w Kroczycach. Piękna impreza, która przyciąga widzów nie tylko z Kroczyc. Na sukces tej imprezy pracowało wiele, wiele osób. Wójt od początku mojej działalności wspiera Koncerty Noworoczne (i nie tylko) za co jestem bardzo zobowiązany. Pracownicy Domu Kultury (Joanna, Kuba, Magdalena), Pracownicy Urzędu Gminy, którzy pomagali przy organizacji widowni. Pracownicy Szkoły Podstawowej: Pani Dyrektor Lidia, nauczyciele, dzieci i młodzież, panie, które dbają o czystość szkoły pod wodzą pani Uli. Pracownicy techniczni: Czesław, Grzegorz, Szymon, Łukasz. Wykonali ciężką pracę fizyczną za co barrrdzo im dziękuję. Nasi przyjaciele – Adam Trzepizur, bez pomocy którego uschnęlibyśmy bez wody na wiór. Kolejny przyjaciel naszego DK to Grzegorz Piłka – dyrektor Domu Kultury w Łazach, który od lat wspiera nas podestami. Miejski Ośrodek Kultury Centrum im. Adama Mickiewicza w Zawierciu też nas wspiera od lat podestami i pulpitami. Szkoła Podstawowa nr 2 w Zawierciu pożyczyła nam niebieskie wdzianka dla Chóru Cecyliańskiego. Dzięki temu numer z „Zakonnicy w przebraniu” wyglądał jeszcze efektowniej. Firma Sengam za każdym razem użycza nam samochód do przewozu elementów sceny. Firma Bez Ogródek odpowiedzialna za kwiaty i elementy dekoracji. Sebastian Płóciennik, który montował scenografię. Specjalne podziękowania dla grafików. Wszelkie animacje i mappingi zrobili dla nas Maciej Czapla i Mateusz i Mateusz Frycz. Zajazd Magda. To są wszystko nasi PRZYJACIELE.

Sukces artystyczny to zasługa solistów, zespołów i ich instruktorów. Goście specjalni byli pod wrażeniem ogromu imprezy i naszych artystów. Zwróćmy uwagę, że oprócz naszych gości, wystąpili artyści związani z naszą Gminą. Ziemia Kroczycka – opiekunowie, Panie Basia Czajkowska i Kasia Miklas, Chór Cecyliański z Celiną Miłosz na czele. Orkiestra Dęta pod dyr. Tomasza Zawadzkiego, Chór Capella Vartiensis, Jurajska Orkiestra Kameralna, Fatamorgana. Soliści: Julia, Wiktoria Szlachta, Amelia Kita, Gabriela Pantak ,Aleksandra Płóciennik, Olimpia Karbownik, Ania Zwolińska, Ewelina Bednarz, Emilia Pikos, Karina Sornik, Joanna Kubik, Karolina Mikoda, Karol Szatan, Bernard Stawarz, Kuba Lipczyński, Marcin Szlachta, Andrzej Kaim, Franek Moś, Michalina Nędza, Marysia Kula i Benia Stawarz. Nasi goście to Mariola Napieralska, artystka Teatru Buffo i Tomasz Janczak – tenor, i jednocześnie dyrektor Filharmonii w Jeleniej Górze. Oświetlał nas Jarek Janus a nagłaśniał Piotr Niewiadomski. Całość prowadziła Anita Maszczyk. Wszystkim bardzo dziękuję i gratuluję cudownego występu.

„Gdzie słyszysz śpiew tam chodź, tam dobre serca mają, źli ludzie wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają”.

Leopold Stawarz

Płyty z nagraniem Koncertu Noworocznego 2019 do odbioru w DK!
data dodania: 7 stycznia 2020

Informujemy, że można zakupić płyty z nagraniem video Koncertu Noworocznego 2019 i 2018 za symboliczną kwotę 30 zł w biurze Domu Kultury. Zapraszamy!

Koncert Noworoczny 2020
data dodania: 29 grudnia 2019

Opowiadania Konkursowe
data dodania: 24 grudnia 2019

Opowiadanie 1 – Pierwsze miejsce

„Randka pod Górą Zborów”

Ośnieżone wzgórza Góry Zborów i innych okolicznych form krasowych mieniły się w słabych promieniach wieczornego słońca, które pomimo grudniowej pory, świeciło jasno, odganiając wieczorny mróz. Jednym ze szlaków szła para. Lekko przygarbiony mężczyzna i opierająca się na jego ramieniu kobieta. Zmierzali przed siebie w ciszy, rozkoszując się razem wigilijnym wieczorem.

– Panie przodem – powiedział mężczyzna, wywołując tym perlisty śmiech swojej towarzyszki. Kobieta uśmiechnęła się szeroko, ukazując rząd sztucznych zębów i wspięła się wąską ścieżką pomiędzy skałami na polankę u podnóża Góry Zborów. Zaraz za nią kroczył jej mąż.

– I kto by pomyślał, Stasiek, że przestrzegasz zasad savoir-vivre… – pokręciła głową. – Znam cię od tylu lat i jeszcze nigdy nie zastosowałeś ich w stosunku do kogokolwiek.

– Masz rację – nigdy do kogokolwiek, ale ty przecież nie jesteś kimkolwiek. Jesteś jedyna w swoim rodzaju – wyjątkowa Jania i muszę cię traktować odpowiednio.

Kobieta uśmiechnęła się, słysząc to i ścisnęła męża za rękę.

– Popatrz tylko, jak tu pięknie – westchnęła. – Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy się tutaj po raz pierwszy spotkaliśmy. Ile lat temu to było… pięćdziesiąt?

– Pięćdziesiąt trzy lata – poprawił ją towarzysz. – Pamiętasz to jeszcze?

– Jak mogłabym zapomnieć?! – zaśmiała się kobieta. – Nie mogę uwierzyć, że minęło tyle czasu. Pamiętam to dokładnie, jakby to było zaledwie wczoraj. Próbowałam zrobić bałwana, a ty stałeś obok i się śmiałeś, gdy nie mogłam podnieść tej dużej kuli, którą udało mi się ulepić. Dopiero kiedy na ciebie spojrzałam, zdecydowałeś się mi pomóc. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego to zrobiłeś. Przecież nawet mnie wtedy nie znałeś!

– Spojrzałaś na mnie takim wzrokiem, że bałem się, że zaraz się na mnie rzucisz z pięściami, jeśli ci nie pomogę – zażartował. – Tak naprawdę, Janiu, pomogłem ci, bo wyglądałaś tak słodko z tym zaciętym wyrazem twarzy… Po prostu czułem, że muszę cię poznać, bo inaczej będę później żałować. Ulepiliśmy w końcu razem tego bałwana, a potem wspięliśmy się na sam szczyt tej góry. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo byliśmy wtedy lekkomyślni.

– Gdybyśmy nie byli, to nigdy byśmy się nie poznali – zaoponowała kobieta. – Chodź, ulepimy bałwana.

– Jania, za stary na to jestem – zaprotestował słabo mężczyzna, choć wiedział przecież, że i tak zaraz jej ulegnie i zrobi wszystko, o cokolwiek go tylko poprosi.

Chwilę później okazały bałwan stanął dokładnie w tym samym miejscu, co pięćdziesiąt trzy lata temu, a starsza para z dumą go podziwiała, wspominając dawne chwile spędzone razem.

– Znowu brakuje mu nosa.

– Nie marudź, Stasiek. Jest idealny!

Mężczyzna popatrzył na kobietę w skupieniu. Była taka sama, jak wtedy, kiedy jako dwunastoletnie dzieci robili tu aniołki na śniegu i urządzali bitwy na śnieżki. Zmarszczki, które z biegiem lat pojawiły się na jej twarzy, tylko dodawały jej uroku. Piękny uśmiech wciąż dodawał mu otuchy w trudnych chwilach, a zniewalające spojrzenie brązowych oczu obezwładniało raz za razem. Przez te pięćdziesiąt trzy lata, każdego dnia zakochiwał się w niej na nowo.

Kobieta nieświadoma tego, że jest obserwowana, myślała o mężczyźnie tuż obok niej. O jego ramionach, w których czuła się tak bezpiecznie, o czułych słowach leczących jej serce i wiecznie młodej duszy – rogatej tak samo, jak dawniej. Płynący nieubłaganie czas niczego nie zmienił, a jej towarzysz był tak samo atrakcyjny, jak kiedyś. Był księciem z bajki, którego wymarzyła sobie jako dziecko. Jej pierwszą i jedyną miłością.

Odwróciła się w jego stronę ze wzruszeniem na twarzy i szybko zdała sobie sprawę z tego, że ją obserwował. Spuściła wzrok, ale mężczyzna ujął ją delikatnie za podbródek i uniósł go do góry. Teraz patrzyła mu prosto w oczy.

Zadrżała, ale nie z zimna, a z intensywności płynącej z jego spojrzenia. Ujął ją w pasie i uśmiechnął się delikatnie, spoglądając w górę.

–Pada śnieg, Janiu – powiedział. – Tak jak wtedy…

Nie musiał kończyć, wiedziała, o czym mówił. Tak jak wtedy, kiedy po raz pierwszy go pocałowała. Całe pięćdziesiąt trzy lata temu… Cmoknęła go serdecznie w policzek, kiedy zaoferował jej swoją pomoc w układaniu z kul bałwana. Dookoła tańcowały wtedy płatki śniegu, który prószył delikatnie, nadając okolicznym skałom jeszcze większego uroku.

– Tak… – westchnęła błogo, kiedy złączył jej zziębniętą dłoń ze swoją ciepłą i włożył je do kieszeni swojego płaszcza. – Historia lubi się w końcu powtarzać.

– Czasem trzeba jej trochę pomóc. – Uśmiechnął się tajemniczo, po czym pochylił się i złożył na jej spierzchniętych ustach czułego całusa.

Zamknęła oczy, rozkoszując się jego bliskością. Niewiarygodne, że po tylu latach, wciąż potrafił obudzić w jej brzuchu stado motylków. Najwidoczniej są rzeczy, które się nigdy nie zmieniają.

Mężczyzna oderwał swoje zmarznięte usta od jej cieplejszych warg i odetchnął głęboko. Upijał się każdą najkrótszą chwilą z nią bardziej niż najmocniejszą tequilą. W ciszy patrzyli sobie w oczy, ciesząc się po prostu tym, że dane im było się poznać i przeżyć razem pięćdziesiąt trzy cudowne lata wypełnione szczęściem. Napawali się sobą, odkrywali na nowo. Patrzyli tak, jakby wciąż znajdowali w sobie coś nowego, co ich zdumiewało.

Nie mieli pojęcia, ile czasu minęło. Nie miało to znaczenia. Otaczająca ich cisza była kojąca. Padający śnieg był pomostem łączącym przeszłość z teraźniejszością, a oni jedynymi ludźmi na ziemi. Przez krótką chwilę, wszystko zniknęło i przestało się liczyć. Nie było żadnych trosk, problemów ani zmartwień. Tylko dwoje zakochanych ludzi.

– Chodźmy już, Stasiek! – przerwała ciszę kobieta. – Zaraz zrobi się ciemno.

– Masz rację… – westchnął wyrwany z zadumy mężczyzna. – Poza tym, Andrzej już pewnie czeka na nas z wigilijną kolacją.

–Tak… kochane dziecko. Nasz synuś…

Staruszkowie ruszyli z powrotem tym samym szlakiem, którym tu przyszli. Kroczyli powoli, wtuleni w siebie, na nowo przeżywając ten magiczny wieczór. Śnieg prószył leniwie, a w oddali widniał zarys Góry Zborów, oświetlanej przez ostatnie promienie zachodzącego słońca.

Autor: Łucja Masiarek

 

 

Opowiadanie 2 – wyróżnienie

 

“Randka pod Górą Zborów”,

która będzie randką tylko pomiędzy pierwszym skurczem a dobrym dreszczem.

 

To był dzień jak co dzień, mimo, że wcale taki nie był. Dzik Marek zaciął się podczas

golenia swojej bujnej brody. Robił to co rano, ponieważ nie potrafił się golić. Przeczytał

kiedyś na skrawku “Życia na gorąco”, że prawdziwy mężczyzna goli się dwa razy – rano dla

świata, wieczorem dla swojej kobiety. Dzik Marek nie miał kobiety, dlatego golił się tylko

rano. A tak bardzo nie chciał się dziś zaciąć. Nie ma nic gorszego niż zasiąść do wigilijnego

stołu z przyklejonym papierem toaletowym.

Dzik Marek wyszedł przed swój barłóg i zobaczył ogromny wigilijny paśnik, przy

którym krzątała się jego przyjaciółka Świnka Morska Holly.

– Dzień dobry, dzień dobry Dziku Marku! Jak dobrze, że już wstałeś! Zobacz ile

już przygotowałam! Ach! Tyle jeszcze zostało do roboty! Nie wiem, czy

zdążę! Sarna Barbara miała mi pomóc, ale poszła gdzieś z Rudolfem… – Holly

wyrzuciła z siebie potok słów, ale Dzik Marek pozostawał niewzruszony:

– Pfffff…- wyburczał tylko.

– Nie bądź taki jak zawsze, Markuuuuuu! Dziś jest Wigilia, musisz mi pomóc!

– Pffff…- powtórzył Marek, ale czuł, że przegrywa. Przyjaźń Dzika Marka i

Świnki Morskiej Holly nie należała do najłatwiejszych.

– Markuuuuuuu! – głos Holly zaczynał drżeć, a Marek wiedział, że jeszcze jedno

jego burknięcie i Świnka wybuchnie płaczem nie do opanowania.

– No dobra, to co mam robić? – powiedział Dzik Marek, a Świnka Morska Holly

pisnęła z radości i przystąpiła do rozdzielania zadań.

Holly planowała przygotować wszystkie 12 Tradycyjnych Leśnych Potraw:

Lista Wigilijnych Potraw:

Barszcz Sosnowskiego z uszkami

Rybie flaki z Bugaja w galarecie

Marynowane Muchomory

Wędzone krowie placki

Sałatka z jarzębiny i mchu

Gofry z mąki kasztanowej

Tort Hubova

Żołędziówka

Kompot z różnego leśnego odpadu Zero Waste

Łazanki z liści z pieprzem, który rośnie tam, gdzie pieprz rośnie

Pierogi z Kitałesów Centrum

Kutia z figą, makiem i tatarakiem

Dzik Marek rzucił okiem na listę i przypomniała mu się mamusia – Locha Amelia. Na chwilę

przeniósł się myślami do czasów kiedy był dzikim dziczkiem i wszystko było takie piękne i

bezproblemowe i tyle przed nim, a nic za nim i… Dość! Koniec wspomnień, wspomnienia bolą kiedy się je za długo rusza, a dziś już nie ma tego, co było więc lepiej niczego nie ruszać.

– Hmm, a któż w tym roku zjawi się u nas na polanie na Górze Zborów? – Dzik Marek

przerwał swoje rozmyślania o matce.

Świnka Morska Holly wzięła głęboki oddech i zaczęła:

– No my…

– Wiadomo… – odburknął Marek

– Sarna Barbara z tym nowym, no, Rudolfem…

– Ech, dziwna ta przyjaźń międzygatunkowa…- Dzik nie mógł się powstrzymać od

komentarza na temat najnowszej znajomości ich dobrej koleżanki. Holly

kontynuowała:

– Będą Bobry z Przyłubska – Marian, Ela i ich syn Zdzisław po Dziadku Starym

Zdzisławie z Kostkowic, będzie Błażej Bażant z partnerką, Wiewióra Rutha Kitha,

Pan Nie z Pradeł oraz Jeżyca Luna Tyczka.

– Noo to jest nas Dwunastu Apostołów, brakuje tylko Jezusa! – zaśmiał się Dzik. Holly

spojrzała na niego z potępieniem.

– Jesteś skończonym ignorantem Marku. To przecież Boże Narodzenie, a nie

Wielkanoc.

Holly nie zdążyła się rozkręcić żeby skarcić przyjaciela, kiedy nagle z gałęzi

zeskoczyła ogromnie podniecona Rutha z okrzykiem:

– Gore ludziska!Gore!!!

– Jakie ludziska? Jakie gore? O co chodzi? Gdzie się pali? – powiedział Marek ze

spokojem w głosie, bo płynęła w nim zimna krew przodków i nic więcej nie chciało

płynąć więc cóż, cóż miał robić.

– Aaa nieee, nic się nie pali, chciałam jedynie nadać dramatyzmu całej sytuacji.

Widziałam to kiedyś na filmie, który oglądałam przez okno u ludzi. – Rutha Kitha

była z siebie wyraźnie zadowolona. – To tylko syn Bobrowy Zdzisiek utknął na

drzewie.

– A co ten dzieciak robi na drzewie? Kota udaje czy jak? – Dzik Marek nie bardzo

chciał uwierzyć w całą tę historię.

– Nie wiem – odparła Kitha – Bunt młodzieńczy czy jakoś tak. Co robimy?

– Jak to co? Trzeba pomóc biedakowi! – włączyła się do rozmowy Świnka Morska

Holly. – Musimy wezwać OSL!

– Ochotniczą Straż Leśną? Do takich głupot? – Dzik Marek nie wydawał się przekonany

co do konieczności wezwania takich specjalistów. – Pewnie mają ważniejsze rzeczy

na głowie zwłaszcza w Wigilię.

– E tam, Marek! TO jest bardzo poważna sprawa! Odpalam racę!

I Holly pobiegła co sił w nóżkach, aby wysłać zgłoszenie.

Parę chwil później przy tamie w Przyłubsku spotkali się wszyscy, którzy chcieli pomóc i

wszyscy, którzy chcieli popatrzeć. Morowe chłopaki z OSL przybyli również – Błażej

Bażant, Pan Nie oraz Rudolf, który był dziwnie rozczochrany i rozkojarzony.

– Ale po co on tam wlazł? – zapytał ktoś z tłumu.

– Nigdy nie wiadomo kiedy jest ten czas na to, co ma być, a kiedy tego czasu nie ma.

Idąc tam gdzie się nie powinno, spotkasz tylko nowe, a nowe będzie lepsze. I tak w

kółko aż to momentu kiedy nie ma dokąd już stąd… – odparł inny ktoś.

Z tłumu dało się też słyszeć głos Holly:

– Jak oni go ściągną z tego drzewa? Jak oni tam wejdą?

– Normalnie, użyją drabiny…- odparł Marek z politowaniem.

Godzinę później na polanie na Górze Zborów.

– Ekhm, ekhm. – Dzik Marek stuknął kłem o kieliszek z żołędziówką. – Szanowni

goście! Jest mi ogromnie miło, że udało nam się tu wszystkim zebrać mimo tak

emocjonujących przygód. Chciałbym wam życzyć wszystkiego najlepszego z okazji

świąt oraz…- gromkie okrzyki zagłuszyły jego dalsze słowa, trzeba bowiem

wspomnieć, że butelek z żołędziówka już trochę towarzystwo wypiło. Wesołe

zwierzęta zaczęły się ściskać, całować i łamać pilickim opłatkiem.

Świnka Holly siedziała na krześle i co chwilę wzdychała, jak to jest pięknie i

radośnie. Polana wyglądała cudnie w ten jeden jedyny wieczór, kiedy zwierzęta

mówią tak, że ludzie mogliby je zrozumieć gdyby tylko zechcieli.

Sarny Barbary znów nie było. Rudolfa też zresztą nie.

I ja tam byłem, żołędziówkę piłem, krowim plackiem zagryzałem, zwierzęta

usłyszałem…

Autor: Dominika Biały-Pająk

 

 

Opowiadanie 3 – wyróżnienie

* * *

Magda wybiegła z domu wzburzona, kierując się prosto przed siebie. Minęła domy sąsiadów i skierowała się prosto ku Górze Zborów. Był wigilijny wieczór, dzień, w którym teoretycznie dzieją się cuda, spełniają się marzenia … Magda już dawno nie wierzyła w magię Świąt, a tym bardziej nie wierzyła w to, że coś się w jej życiu odmieni. Dzisiaj, czyli 24 grudnia 2019 roku kończyła 35 lat. Magiczna data – prychnęła sama do siebie. Byłaby magiczna, gdyby miała ją z kim świętować, ale miała tylko swoich zrzędliwych rodziców i kota Puszka jako towarzysza swojej niedoli. Chociaż sama wolała o sobie myśleć per singielka, wiedziała, że we wsi tak małej, jaką były Podlesice wszyscy nazywają ją po prostu starą panną. – Gdybym tylko była taka ładna jak moja siostra Sylwia… – westchnęła z tęsknotą w głosie… Szła prosto przed siebie, nie zważając na nic. Ani na spojrzenia przypadkowych przechodniów, ani na rześki powiew wiatru od strony Góry Zborów. Wszystkie myśli się w niej kotłowały… ”Jesteś do niczego” Dudnił jej w głowie głos mamy, „Kiedy w końcu wyjdziesz za mąż”, „Gdybyś była taka jak Sylwia”. Latami w Magdzie wzbierała się złość na to, że skończyła tylko podrzędny ogólniak, a jej siostra była znanym w okolicy pediatrą. Na to, że nie wyszła za mąż, nie miała dzieci, a jej siostrą miała troje dzieciaków i bajecznie przystojnego męża. W dodatku Sylwia była tą młodszą. Magda czuła się jakby przegrała życie. Kiedy siostra przyjechała na Święta ze swoją idealną rodzinką do domu rodzinnego, z którego Magda nigdy się nie wyprowadziła, a pretensje jej rodziców urosły do wielkości Góry Zborów, po prostu wstała, zarzuciła na siebie kurtkę i niewiele myśląc wybiegła z domu. Teraz stała u podnóża tej majestatycznej góry, zastanawiając się, czy powinna wrócić do domu i przeprosić wszystkich za swoje zachowanie (jakby nie było, zachowała się trochę dziecinnie) czy iść dalej przed siebie, tam gdzie ją nogi poniosą. Wybrała to drugie. Weszła na teren rezerwatu i zaczęła znowu biec, zupełnie jakby przed czymś uciekała. Biegnąc tak nie zauważyła, że na wąskiej dróżce tuż przed jej oczami pojawiła się tajemnicza postać. Nim zdążyła się zatrzymać wpadła na mężczyznę z impetem przewracając ich oboje na wilgotną od deszczu ziemię. Oj! Syknęła z bólu. Zrobiło jej się przez chwilę niedobrze od uderzenia, po czym próbowała się podnieść walcząc z pulsującym bólem w lewej kostce. – Najmocniej panią przepraszam, nie zauważyłem pani. Byłam taki zamyślony, a nie przypuszczałem, że o tej porze w takim dniu ktoś jeszcze będzie tu samotnie spacerował. – Raczej biegł – Magda nie mogła się oprzeć przed sarkastyczną uwagą nawet w takiej chwili. Przeniosła wzrok z pulsującego miejsca na nodze i spojrzała na mężczyznę. Nieznajomy był postawnym, dobrze zbudowanym blondynem o nordyckiej urodzie. Na oko był zbliżony wiekiem do Magdy. – Chyba złamałam nogę, powiedziała nieco delikatniejszym głosem i rozpłakała się niczym małe dziecko. – Mężczyzna ukląkł przy poszkodowanej, delikatnie dotknął jej nogi, zadał kilka fachowych pytań o to gdzie boli, po czym odrzekł – Noga nie jest złamana, tylko zwichnięta. Proszę nie płakać, serce się mi kraja, kiedy widzę taką piękną kobietę całą we łzach. Jestem Witek, jest pani w dobrych rękach, bo jestem lekarzem. – Magdzie zakręciło się znowu w głowie. Tym razem nie z bólu, ale dlatego, że nie sądziła, że kiedyś ktoś ją kiedykolwiek nazwie piękną kobietą. Przeciętną, znośną tak, ale piękną? Nie, to się nie mogło zdarzyć, przesłyszałam się. – Magda jestem… – odpowiedziała dopiero po chwili. – Równie piękne imię co jego właścicielka. Powiedz mi tajemnicza nieznajomo, co robiłaś o tej porze w takim miejscu? Nie powinnaś być teraz z rodziną i świętować Narodzenia Pańskiego? – To długa historia – odpowiedziała zawstydzona i zanim zdążyła zaprotestować, Witek uniósł ją w powietrze niczym rycerz swoją księżniczkę. Dodał: – To dokąd piękność mam Cię zabrać? – Jak najdalej stąd – wypaliła. Po czym zawstydzona dodała: – Mieszkam tu nieopodal we wsi Podlesice pod numerem 352. Wie pan gdzie to jest? – Czy wiem? – powiedział Witek z uśmiechem na twarzy. – Najwidoczniej wynająłem pokój na Święta u najpiękniejszej kobiety pod słońcem – zaśmiał się radośnie. Magda przetarła oczy ze zdziwienia, po czym spojrzała Witkowi w oczy. Miał piękne, niebieskie oczy, takie dobre. Patrzył na nią z taką troską i z takim podziwem, z jakim nikt dotąd nigdy na nią nie spojrzał. Zaniósł ją na rękach do domu, po drodze opowiadając jej o swoim rozwodzie, o córeczce Zosi, o tym, jak miał wszystkiego dość i w przypływie impulsu wynajął pokój na wigilię oraz Święta Bożego Narodzenia u jej rodziców na poddaszu, żeby odpocząć i pobyć trochę samemu. Ona opowiedziała mu o swoim życiu, o kocie, samotności, niespełnionych oczekiwaniach wobec rodziców. Rozmawiali zupełnie jakby znali się od zawsze. Magda wybuchła śmiechem, kiedy zobaczyła minę siostry oraz mamy, kiedy Witek wniósł ją na rękach do domu. Witek opatrzył jej nogę, a Potem spędzili najwspanialszy Wilijny Wieczór, o jakim mogli sobie pomarzyć. Rozmawiali jakby znali się od lat, pili gorące kakao, ogień w kominku trzaskał , a Witek nie mógł oderwać swoich pięknych błękitnych oczu od krągłej szatynki siedzącej naprzeciwko niego. Magda poczuła, że chwyciła Pana Boga za nogi, w przypływie nieoczekiwanej szczerości pocałowała delikatnie Witolda w czubek nosa. I szepnęła: – Zostań…

Nigdzie się nie wybieram – odparł z uśmiechem na ustach mężczyzna. Po czym Magda szepnęła mu: – zostań na zawsze… – Tak jak powiedziałem, nigdzie się nie wybieram – odparł, a potem pocałował ją namiętnie w usta. Magda nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, ale w końcu była Wigilia, dzień, w którym Bóg patrzy na ludzi łaskawym wzrokiem i spełnia ich najskrytsze marzenia. Być może tak skryte, że oni sami nie wiedzą o ich istnieniu.

* * *

Magdzie te wspólne dni z Witkiem minęły bardzo szybko. Spędzili je w atmosferze miłości i błogości, a kiedy przyszedł czas rozstania w Nowy Rok, popłakała się szczerze, tuląc do Witka i całując go namiętnie na pożegnanie. Wiedziała, że musi jechać do Krakowa, do swojej córeczki, ale tak bała się znowu zostać sama. Wtedy Witek wyszeptał jej do ucha: – Wrócę, obiecuję, słyszysz? Spojrzał na nią tymi swoimi dobrymi oczami i wiedziała, że mówi prawdę. Kiedy mężczyzna wyjeżdżał z podwórka swoim samochodem, podeszła do niej mama, położyła jej rękę na ramieniu i wyszeptała: – On wróci, nigdy nie widziałam, żeby mężczyzna patrzył na Ciebie droga córeczko jak on.

Uścisnęły się serdecznie i weszły razem do domu, wesoło rozmawiając.

Autor: Marcelina Gwizdal

Konkurs literacki
data dodania: 5 grudnia 2019
Koncert Niepodległościowy 2019
data dodania: 21 października 2019
Wernisaż fotografii Marceliny Nowak
data dodania: 21 października 2019

W niedzielę, 20 października, odbył się wernisaż wystawy fotografii Marceliny Nowak. Przybyłych gości przywitał Dyrektor Domu Kultury w Kroczycach, Leopold Stawarz. Podczas części muzycznej wydarzenia wystąpiły: Anita Maszczyk, Aleksandra Płóciennik, Julia i Wiktoria Szlachta oraz Olimpia Karbownik, a artystkom akompaniował Michał Rus. Wystawę można zobaczyć do 10 listopada w Domu Kultury w Kroczycach.

Serdecznie dziękujemy wolontariuszce Magdzie Staszewskiej za pomoc w przygotowaniu wernisażu. Partnerem wydarzenia był Zajazd Magda.

Wernisaż prac Marceliny Nowak
data dodania: 17 października 2019
Strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie według polityki prywatności cookies.